Niemieckie służby prowadzą intensywne śledztwo w sprawie serii prób sabotażu infrastruktury elektroenergetycznej, które miały miejsce w Brandenburgii, Nadrenii Północnej-Westfalii i Saksonii. Sprawca lub sprawcy wykorzystywali samodzielnie skonstruowane wyrzutnie, materiały pirotechniczne oraz metalowe przewody, aby wywołać zwarcia na liniach wysokiego napięcia. Jeden z ataków doprowadził do automatycznego odłączenia kilku bloków elektrowni, jednak jak dotąd nie doszło do rozległego blackoutu.
Potwierdzone incydenty i ich przebieg
Seria ataków rozpoczęła się 1 września w Turnow-Preilack w Brandenburgii, w pobliżu elektrowni węglowej Jänschwalde. Znaleziono tam 23 samodzielnie wykonane urządzenia wybuchowe i wyrzutnie, z których jedna zadziałała, nie powodując jednak przerw w dostawach energii ani szkód dla mieszkańców.
Tego samego dnia w Bergheim w Nadrenii Północnej-Westfalii doszło do podobnego zdarzenia. Przewodzące elementy trafiły w linie operatora Amprion, wywołując zwarcie. W konsekwencji automatycznie odłączyło się pięć bloków pobliskiej elektrowni na węgiel brunatny Niederaußem o łącznej mocy około 4,2 GW. Bloki te zostały następnie ponownie uruchomione. Mimo tak znaczącego wyłączenia, dostawy prądu dla odbiorców pozostały stabilne dzięki wykorzystaniu rezerw w europejskim systemie elektroenergetycznym.
W Saksonii służby zabezpieczyły łącznie 21 samodzielnie wykonanych konstrukcji w pobliżu stacji Bärwalde i Graustein. Wszystkie miały doprowadzić do zwarć na liniach wysokiego napięcia. Podczas ich neutralizacji linie czasowo wyłączono, ale nie odnotowano uszkodzeń infrastruktury ani zakłóceń w dostawach prądu.
Śledztwo i poszukiwania sprawcy
Śledztwo prowadzi saksoński Krajowy Urząd Kryminalny oraz specjalna jednostka prokuratury zajmująca się ekstremizmem. Postępowanie dotyczy między innymi próby wywołania eksplozji, zakłócenia działalności przedsiębiorstw użyteczności publicznej i sabotażu. Kolońska policja powołała 60-osobową grupę śledczą, która analizuje potencjalne cele w całych Niemczech.
W Nadrenii Północnej-Westfalii, w pobliżu elektrowni Weisweiler, odkryto nowe wyrzutnie już w trakcie obławy, co sugeruje, że mogły zostać ustawione w trakcie trwającej akcji. Znaleziono przy nich list przypisujący autorstwo ataków.
Policja prowadzi europejskie poszukiwania 48-letniego mieszkańca Gevelsbergu, który miał podpisać listy, w których przypisał sobie odpowiedzialność za część ataków. W jego miejscu zamieszkania znaleziono substancje podejrzewane o właściwości wybuchowe oraz przerobioną na kampera ciężarówkę. Podejrzany, poszukiwany m.in. w Hambacher Forst, nadal jest na wolności.
W listach autor miał występować przeciwko energetyce opartej na paliwach kopalnych, przemysłowi zbrojeniowemu oraz polityce Niemiec wobec wojny w Strefie Gazy, jednocześnie odcinając się od środowisk lewicowych. Niemiecki minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt określił zdarzenia jako prawdopodobny „ekstremizm klimatyczny”, choć jest to na razie ocena polityczna. Obecnie najbardziej prawdopodobna wydaje się działalność jednego sprawcy, choć policja sprawdza, czy mógł korzystać z pomocy innych osób.
Pożar w Berlinie – odrębne zdarzenie
W nocy doszło również do pożaru stacji elektroenergetycznej w berlińskiej dzielnicy Tiergarten, w pobliżu Moabitu, co początkowo wzbudziło podejrzenia o kolejny atak. Ogień objął budynek rozdzielni i zaparkowany obok samochód, a w poniedziałek rano w Berlinie przestało działać około 50–60 sygnalizatorów świetlnych.
Najnowsze ustalenia berlińskiej policji i operatora 50Hertz wskazują jednak, że zdarzenie było najprawdopodobniej awarią techniczną. Zwarcie miało doprowadzić do eksplozji i pożaru. Badania kryminalistyczne nadal trwają, ale obecnie nie ma podstaw, by łączyć ten pożar z serią sabotaży.
Opracowano na podstawie informacji rynkowych: HVAC / branża ogólna. Inspiracja źródłowa: GLOBEnergia.

